poniedziałek, 7 stycznia 2013

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi - post zupełnie nie koci.. prywatny raczej.... lepiej nie czytać

Tytuł posta, jak dla mnie kojarzy się z czymś co czasem zrobić muszę, a należy do innych funkcji podtrzymujących życie niż jedzenie czy picie..
W zasadzie kojarzy mi się z biżuterią, bo czasem mam dłuższe okresy kiedy nie mogę, nie mam czasu, nie mam weny, i tak narasta we mnie chęć stworzenia czegoś, że jak już czara się przepełni, to potrafię po ciężkim tygodniu wraz z weekendem ciężkim, w nocy z niedzieli na wstający o 6tej poniedziałek, tak zamiast spać, odpalić palnik około 24tej żeby coś stworzyć- w technice, której jeszcze nie próbowałam..


Ten post o tym nie będzie bynajmniej, kto nie ma ochoty na czytanie prywatnych zwierzeń niech natychmiast zamknie tę stronę.
O kotku nie będzie takoż.

Tak po prostu..
Bo tym razem to moje...

Tak mi się życie ułożyło, że Mamy przedwcześnie już nie ma, Siostra daleko, zresztą zajęta własnymi sprawami, i nawet nie mam się przed kim wygadać..
Tata też daleko, ale mimo że bardzo chory od dawna przejmuje się mną za bardzo żeby mu cokolwiek mówić..

Bo po trzech latach łażenia prywatnie! po lekarzach z karteczką w ręku z objawami, głupio się czując, że nie umieram chyba przecież, tylko że czułam, że coś jest nie tak, olewana przez lekarzy, mimo prywatnego leczenia, trafiłam na Lekarkę, która popatrzyła na tę karteczkę ze zrozumieniem, wysłała na te właściwe badania i postawiła diagnozę.
Zasadniczo, objawy spisane na karteczce nie miały ze sobą nic wspólnego, ale patrząc na symptomy choroby, dokładnie 1:1.

Wyleczyć nie można..
nie jest to moje zaniedbanie, po prostu tak miało być.
Geny..
Choroba nieuleczalna, ale dopóki się nie umrze można żyć :)..

Luby, z wrażliwców nie jest, z egoistów będąc stwierdził, że "no przecież tabletki będę jeść" i to by było na tyle, chyba że będę próbować zawalczyć i przejdę na dietę...
No to on zacznie się stołować na mieście, bo nie będzie żarł trocin...
To raczej pełen obraz Lubego.

Sama sobie wybrałam..
Wiem..

I nie mam zamiaru rozpaczać w tym poście, bo przecież każdy ma swój czas prawda?
Tylko muszę się przyzwyczaić, zżyć z tą chorobą, potraktowac ją jak ...
hmmm..
jak co???
ha...
cechę nieodzowną, na którą muszę mieć baczenie??
chyba tak właśnie..
Jakoś "żyć pełnią życia" jak to w takich sytuacjach się stwierdza do mnie nie przemawia.
Normalnym człowiekiem jestem, nie majętnym, nie szalejącym, pracować trzeba na opłacenie rachunków, jedzenia..
Praca, dom z Kotem.. Wystarczało mi..
No i rozsądna jestem, jakieś fanaberie, które ktoś za mnie miałby spłacać nie wchodzą w grę..
Normalne życie.
Ale nie do końca..
Bo nie może tak być, że po prostu żyję jak dotychczas i sobie szkodzę, kilka rzeczy muszę zmienić..
Ale na stałe, zasadniczo bez jakichkolwiek gwarancji poprawy.
Rzeczy na które "nie ma czasu" normalnie.
Ale przecież tak to wygląda jak ktoś jest chory?
Chyba najlepiej wiedzą to Mamy..

Na razie jestem na etapie szukania.
informacji głównie..
W tym dobra jestem..
Ale dużo pesymizmu wieje zewsząd..
Może dlatego, że jak źle jest to człowiek uzewnętrznić musi, w necie na przykład, a jak mu lepiej to już nie ogłasza?
Zobaczymy :)
Będzie dobrze i tyle :).
Wiedzieć znaczy przeciwdziałać i na tym się skupię :)
Już mi lepiej po tych kilku słowach :)
Trzymajcie się cieplutko, bo ja tak zamierzam! :)


30 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Klarko kochana, wystarczy, że się odezwałaś :)
      dziękuję :)

      Usuń
  2. Uszy do góry,pierś do przodu i ruszaj zawalczyć o swoje zdrowie,będzie dobrze i tyle:)))Wszystkiego tego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci ,że po zawale myślałam ,
    że to koniec świata,
    ale powoli po 2 latach oswoiłam się ,
    że muszę łykać tabletki
    i nie rwać się do pracy ,
    bo koniem nie jestem i tyle nie udźwignę.
    Pogodziłam się i piszę bloga :-)
    Najgorzej jest na początku, potem chorobę się oswaja..
    Trzymaj się ...
    Spokojnie...
    Pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie właśnie myślę jak mówisz :)

      Usuń
  4. Barbarko, tak mi przykro. To okropnie trudne pogodzić się z takimi wieściami. Ciężki czas w Twoim życiu. Pewnie pozbierasz się za chwilę i spojrzysz spokojniej. Sama piszesz, że nie jesteś bezradna, tylko możesz zadbać o siebie. Jeśli mogę Ci jakoś pomóc, to pisz. Pracuję w służbie zdrowia, mam kontakt z lekarzami. Mogę popytać, cokolwiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle właśnie.
      Moje problemy to pikuś :)w porównaniu z innymi
      Dziękuję bardzo, jak będę potrzebować to na pewno wykorzystam taki dobry kontakt po sąsiedzku :)

      Usuń
  5. oH, kOCHANA, BĘDZIE DOBRZE..
    JA SIĘ GŁUPIA UCIESZYŁAM, ZE COS NAPISAŁAS... WOLAŁABYM, ZEBYŚ NIE MIAŁA TAKICH INFORMACJI DO PRZEKAZANIA, ALE CÓZ... SKORO JUŻ SĄ, TO ŻYJEMY DALEJ! (ups! CPSL ...)
    I pewnie, że walcz! a jak chce to niech żre na mieście!z tyloma chorobami można życ prawie normalnie...
    jesteśmy tu, wiesz o tym, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja myślałam, że tu nikt nie zagląda :)
    Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo :)
    Tak sobie musiałam pomarudzić, oswoić się powolutku po prostu ze zmianą.
    Kochane jesteście, że się odezwałyście :0
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymaj się Barbarko, wysyłam Ci dużo ciepłych myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu, to naprawdę pomaga :)

      Usuń
  8. Trzymam kciuki! Nie daj się tej tajemniczej chorobie :)!. Oswój ją :). Stare powiedzenie mówi: jeśli nie możesz wygrać z przeciwnikiem - zaprzyjaźnij się z nim... :). Może to głupie, ale... Czasem nie ma innego wyjścia.
    A obraz Lubego to wypisz wymaluj mój połówek... ;P. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie głupie wcale. Myślę, że to jedyna strategia w tym przypadku.:)
      Ale to nagle tak spada na człowieka, że powoduje szok.
      Najwyraźniej przeciwieństwa muszą być razem, bo jak to inaczej wytłumaczyć z tymi facetami?? Za mało takich jak Mąż Klarki... Na wyginięciu są :) a Klarka przechwyciła unikatowy egzemplarz szczęściara :)

      Usuń
  9. no to teraz dowaliłaś, jakbyś do obcych pisała. przecież to nie zawsze jest tak że różowo i z górki, przepraszam jeśli Cię uraziłam, ale po opisie nie mam pojęcia co się dzieje mimo, że z lekarzami i tabletkami obeznana jestem świetnie. dziewczyno trzymam kciuki za Ciebie i całym swoim sercem życzę Ci wszystkiego co najlepsze. ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie w ogóle różowe nie jest, przynajmniej z mojego punktu widzenia, jakoś zawsze mam pod górkę :)
      Miko, diagnozują jeszcze, badań mnóstwo, tabletek za dużo jeść nie będę, z tego co wiem niewiele i stale bo też nic na to jeszcze nie wymyślił kompleksowego, jak organizm się sam przeciw sobie obraca i sam ze sobą walczy? Dlatego też nic nie wiadomo i pozostaje o siebie dbać :). Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Nie jak do obcych. tylko to co czułam, tak sobie przemyśliwałam i pisałam..
      Oswajałam :)

      Usuń
  10. jeśli potrzebujesz jakiejkolwiek pomocy, chociaż wiem, że jestem obcą osobą, po prostu się odezwij.

    OdpowiedzUsuń
  11. daj znać jeśli będzie wiadomo w czym można Ci pomóc i błagam nie martw się na zaś. i tak zupełnie szczerze: nie podoba mi się to co piszesz o przyciąganiu się przeciwieństw, ale to może moje prywatna walka o to by uwierzyć w siebie i cieszyć się z tego, że jestem niezależna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, zaraz Ci się nie podoba :)
      Trochę to trwało zanim uwierzyłam w siebie, fakt, ale życie to kompromisy a nie bajka, Luby dba o mnie w inny sposób, a że empati w nim nic a nic to trzeba zaakceptować bo się nie zmieni nagle, widziały gały co brały :)

      Usuń
  12. Barbarko zdrówka życzę i trzymam kciuki. Będzie dobrze, trzeba w to wierzyć!

    OdpowiedzUsuń
  13. Basiu, nie wiem z jaką chorobą musisz się borykać.To nie jest ważne. Ważne jest byś miała w bliskich Ci osobach oparcie. Byś Ty sama miała wiarę w to, że będzie dobrze, bo dobrze być musi.
    Ponieważ ja od trzech lat walczę z tym co chodzi do tyłu, napiszę ci tak prosto od siebie. Nie czytam informacji o mojej chorobie, nie szukam wiadomości o niej. Jest we mnie, to jest ale niech siedzi cicho, bo zwyczajnie zabijam ją śmiechem.
    Pamiętam dzień po badaniu, na którym wyszły już nieprawidłowości i moja mama stojąc ze mną na moim tarasie, bardzo przejętym i drżącym głosem zapytała się- a co będzie jeśli okaże się, że to jest rak. Wzruszyłam ramionami i powiedziałam jej -nic nie będzie, będę żyła tak jak żyję i będę się cieszyć każdym dniem jaki mi został. I tak też robię, skóry tanio mu nie sprzedam.
    Wierzę, że Ty również tanio skóry nie sprzedasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaguś, złego diabli nie biorą :)
      Myślę, że każdy musi wypracować swój sposób na hmm.. przyzwyczajenie?? zżycie się?? z takim faktem.
      Ja jestem informatyk-analityk, muszę poznać wroga, wypracować strategię, bo bez tego czuję się bezradna.
      Tego oparcia nie mam, stąd post w chwili słabości, musiałam to z siebie wyrzucić.
      Już mi lepiej, przeanalizowałam zło i uznałam że będzie dobrze, bo inaczej być nie może - czego i Tobie życzę z całego serca :)
      Dziękuję, że zajrzałaś i się odezwałaś, bardzo :)

      Usuń
    2. Basiu, pewnie po dole nie ma już u Ciebie śladu. Jednak gdybyś w chwilach zwątpienia chciała z kimś pogadać, popisać jestem do usług. Mail do mnie jagus161@wp.pl Pozdrawiam serdecznie życząc Ci dużo zdrowia i optymizmu.

      Usuń
    3. Dziękuję Jaguś kochana :)
      Tobie wzajemnie życzę, napiszę jak będzie potrzeba :)

      Usuń
  14. Basiu smutno czytać o Twojej chorobie ale to dobrze, że udało się zdiagnozować co to. Będzie łatwiej działać bo już wiesz co możesz zrobić. Dbanie o siebie to bardzo dużo. Razem z optymizmem może przynieść wiele dobrego.
    Ja też nabiegałam się po lekarzach tylko, że u mnie w szał wpadły hormony. Poczułam ulgę jak w końcu udało się ustalić co się dzieje. W końcu można było podjąć działania a ja zaczęłam mieć nadzieję, że poczuję się lepiej.
    Oprócz tych problemów muszę też uważać co jem i walczę ze swoimi złymi nawykami. Nie jest łatwo ale widzę poprawę kiedy odpowiednio się odżywiam. Mam nadzieję, że Ty też będziesz się czuć lepiej a Luby posmakuje trocinek :-)
    Przeczytałam o Twoim Lubym i chciałam Cię pocieszyć, że mi też się trafił egzemplarz z brakami w empatii. Ma to nawet potwierdzone w testach, które robili mu w pracy :-) Można na niego liczyć w mnóstwie spraw ale w tej jednej nie za bardzo :-( Czasem bardzo mi tego brakuje, bo chciałbym się zwyczajnie wyżalić i żeby mnie przytulił. A tu klops. No taki "urok" tych naszych facetów.
    Jak będziesz miała ochotę pogadać czy to komputerowo czy na żywo to możesz na mnie liczyć. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadziwiasz mnie.. Ten sam Karol czy jakiś inny???
      I są na to testy? Szkoda, że nie wiedziałam 10 lat temu :)
      Zdiagnozowanie to wg moich doświadczeń upierdliwe chodzenie do lekarza, wciąż innego bo poprzedni olał sprawę i nie zlecił badań o które prosiłam bo wiedział lepiej.
      Tak właśnie, ulga, no i przerażenie u mnie, bo spodziewałam się, ale nie aż tak.
      Lubię gotować i jeść, przeszłam na gotowanie podwójne żeby Lubemu się nie znudziło, je część tak jak ja, ale coś mu dorzucam czego ja akurat nie mogę a on lubi.
      Nie jest źle :), on też gotuje, rzadko, ale jednak.
      Wpadnę kiedyś do Ciebie, bo za chwilę będę mieszkać po drugiej stronie miasta i już będzie nie po drodze :)
      Pozdrawiam Ewuś :)

      Usuń