Od dziewięciu lat mieszkam we Wrocławiu i od tylu lat właśnie Luby obiecywał mnie tam zabrać.
W zeszłym roku już, już byliśmy pod zoo, ale przestraszyła nas ogromna kolejka do kas.
Dziś się udało, Luby zrobił mi niespodziewajkę i pod pretekstem udania się na obiad porwał mnie do zoo.
Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio w zoo byłam naście lat temu jestem bardzo mocno zaskoczona na plus.
Zdjęcie powyższych kotków robiłam nie zza krat, tylko ze środka wozu terenowego :).
sobota, 27 sierpnia 2011
wtorek, 16 sierpnia 2011
One Lovely Blog Award :)
Ku naszej ogromnej radości zostaliśmy wyróżnieni przez Amyszkę i Książęcą Mość Bazyla :).
Bardzo serdecznie dziękujemy i cieszymy się podwójnie :)))).
Bardzo serdecznie dziękujemy i cieszymy się podwójnie :)))).
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Taki model..
"O... Cały miesiąc się nie widzieliśmy" - to dzisiejsze słowa weta do mnie i mojego futrzastego.
Słowem, znów jest chory.
Siedząc na kanapie, zajadając pyszne, wyselekcjonowane mięska i rybki zdołał złapać siarczysty katar.
Jak??!! No pytam: jak??
Słowem, znów jest chory.
Siedząc na kanapie, zajadając pyszne, wyselekcjonowane mięska i rybki zdołał złapać siarczysty katar.
Jak??!! No pytam: jak??
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
...... i bum!
Czasami wystarczy tylko, że otworzę swój warsztat biżuteryjny i kotecek skradnie kawałek skóry i personel nie może się już opędzić od kotka.
Bo kotek chce się bawić rzemykiem.
Ale nie sam...
O nie..
Personel musi ożywić rzemyk a kotecek musi za nim biegać, aż opadnie z sił :)
A jak personel na chwilę przestanie, to koteczek próbuje łapką ożywić zabawkę.. A ona nic..
Bo kotek chce się bawić rzemykiem.
Ale nie sam...
O nie..
Personel musi ożywić rzemyk a kotecek musi za nim biegać, aż opadnie z sił :)
A jak personel na chwilę przestanie, to koteczek próbuje łapką ożywić zabawkę.. A ona nic..
piątek, 29 lipca 2011
sobota, 23 lipca 2011
piątek, 15 lipca 2011
Plan na dziś..
Wzięłam sobie dziś urlop, żeby pozałatwiać to i owo.
Taki był plan :).
No i nic z niego nie wyszło, bo leżę z kotkiem na kanapie, czytam i błogo mi....
Plany są po to żeby je zmieniać..
A koty są po to żeby uspakajać człowieka chrapliwym - w przypadku niektórych osobników - traktorkiem :)
Taki był plan :).
No i nic z niego nie wyszło, bo leżę z kotkiem na kanapie, czytam i błogo mi....
Plany są po to żeby je zmieniać..
A koty są po to żeby uspakajać człowieka chrapliwym - w przypadku niektórych osobników - traktorkiem :)
czwartek, 14 lipca 2011
Tęsknota dobra rzecz???
Znowu musiałam opuścić domowe pielesze i oddalić się delegacyjnie w Polskę.
Rudi zgodnie z relacjami Lubego szukał mnie wszędzie, miałkał jak dzwoniłam wniebogłosy.
A co zrobił jak wróciłam?
Wpier wpakował mi się w ramiona i bardzo głośno domagał uwagi, oczywiście został wymiziany.
Jak tylko ułożyłam się na kanapie radośnie rzucił się ciąć moje ramionka.
A potem równie radośnie zasnął na mojej stopie :))
I jak nie kochać urwisa?
Rudi zgodnie z relacjami Lubego szukał mnie wszędzie, miałkał jak dzwoniłam wniebogłosy.
A co zrobił jak wróciłam?
Wpier wpakował mi się w ramiona i bardzo głośno domagał uwagi, oczywiście został wymiziany.
Jak tylko ułożyłam się na kanapie radośnie rzucił się ciąć moje ramionka.
A potem równie radośnie zasnął na mojej stopie :))
I jak nie kochać urwisa?
poniedziałek, 11 lipca 2011
środa, 6 lipca 2011
Rudy terrorysta
Zaczyna się około 3.30 w nocy.
Rudi chce się bawić, bawi się głośno, albo chce bawić się ze mną.
Wskakuje do łóżka z zabawką, wpierw siada obok mnie i patrzy wyczekująco.
Potem miałka.
Sen mam mocny, więc często nie reaguję.
Potem już jest gorzej.
Wkurzony koteczek szuka mojego ramienia żeby się wtopić w nie zębiskami.
Śpię otulona jak mumia, często jedynie głowa wystaje, więc atakuje zębami moją głowe.
I to nie na żarty, czy delikatnie zaczepnie.
To normalny atak wbijający zęby w moją głowę.
Spycham go z łóżka, a on niezrażony ponawia ataki skacząc z podłogi prosto na moją twarz.
Boję się spać.
W ciągu dnia ataki zdarzają się w różnych sytuacjach, jak się z nim bawię, jak robię coś, jak odpoczywam, nie znam miejsca ani godziny.
Przy tym wszystkim poza atakami jest miziasty, ale często jak się bardzo łasi to mogę być pewna, że atak zaraz nastąpi.
Często atak następuje z przyczyn podobnych jak odrzucone zaproszenie do zabawy w nocy.
Nie dostanie czegoś, zabieram go ze spaceru po suszarni - reakcja jest natychmiastowa, szczękościsk na mojej ręce, ramieniu - to najczęściej.
Do końca miesiąca nie mogę go wykastrować.
Nie wiadomo czy kastracja sprawę załatwi także.
Ja się najnormalniej boje o twarz, a o oczy najbardziej.
Dużo nie trzeba żeby w tych szalonych atakach coś mi zrobił.
Całe nogi, ręce, ramiona i przedramiona mam w naprawdę krwych, miejscmi sinych objawach jego przywiązania.
Nie są to też pojedyńcze ataki, jeden natępuje po drugim.
Kupiłam atomizer Feliway z kocimi feromonami, podobno uspakajają.
Ale podejrzewam, że przesyłka dojdzie za tydzień.
Niestety nie ma opcji odgrodzenia się w nocy od koteczka. Nie ma też możliwości zignorowania ataku.
Co więcej, Lubego atakuje sporadycznie, w nocy tylko mnie.
Czy ktoś ma pomysł jak go uspokoić???
Help...
BTW: Oddam nową pastę Uro-pet, tuba prawie cała. Nie mam złudzeń, że Rudi kiedykolwiek będzie chciał ją zjeść.
Rudi chce się bawić, bawi się głośno, albo chce bawić się ze mną.
Wskakuje do łóżka z zabawką, wpierw siada obok mnie i patrzy wyczekująco.
Potem miałka.
Sen mam mocny, więc często nie reaguję.
Potem już jest gorzej.
Wkurzony koteczek szuka mojego ramienia żeby się wtopić w nie zębiskami.
Śpię otulona jak mumia, często jedynie głowa wystaje, więc atakuje zębami moją głowe.
I to nie na żarty, czy delikatnie zaczepnie.
To normalny atak wbijający zęby w moją głowę.
Spycham go z łóżka, a on niezrażony ponawia ataki skacząc z podłogi prosto na moją twarz.
Boję się spać.
W ciągu dnia ataki zdarzają się w różnych sytuacjach, jak się z nim bawię, jak robię coś, jak odpoczywam, nie znam miejsca ani godziny.
Przy tym wszystkim poza atakami jest miziasty, ale często jak się bardzo łasi to mogę być pewna, że atak zaraz nastąpi.
Często atak następuje z przyczyn podobnych jak odrzucone zaproszenie do zabawy w nocy.
Nie dostanie czegoś, zabieram go ze spaceru po suszarni - reakcja jest natychmiastowa, szczękościsk na mojej ręce, ramieniu - to najczęściej.
Do końca miesiąca nie mogę go wykastrować.
Nie wiadomo czy kastracja sprawę załatwi także.
Ja się najnormalniej boje o twarz, a o oczy najbardziej.
Dużo nie trzeba żeby w tych szalonych atakach coś mi zrobił.
Całe nogi, ręce, ramiona i przedramiona mam w naprawdę krwych, miejscmi sinych objawach jego przywiązania.
Nie są to też pojedyńcze ataki, jeden natępuje po drugim.
Kupiłam atomizer Feliway z kocimi feromonami, podobno uspakajają.
Ale podejrzewam, że przesyłka dojdzie za tydzień.
Niestety nie ma opcji odgrodzenia się w nocy od koteczka. Nie ma też możliwości zignorowania ataku.
Co więcej, Lubego atakuje sporadycznie, w nocy tylko mnie.
Czy ktoś ma pomysł jak go uspokoić???
Help...
BTW: Oddam nową pastę Uro-pet, tuba prawie cała. Nie mam złudzeń, że Rudi kiedykolwiek będzie chciał ją zjeść.
wtorek, 28 czerwca 2011
ph 6 i pół
Kamień spadł mi z piersi.
Wyniki badań kitka są prawie normalne.
Specjalna karma w połączeniu z antybiotykiem dała radę obniżyć ph o cały punkt.
Póki co przez miesiąc Rudi będzie zajadał jeszcze specjalną karmę i znów pomyślimy o pozbyciu się klejnotów.
Cieszę się, że nie podaję już mu antybiotyku, mimo zapewnień lekarza uważam, że jednak źle się po nim czuł.
Chyba wiem lepiej? :)
Bardzo serdecznie Wam wszystkim dziękuję za dobre rady i trzymanie kciuków, naprawdę to duże wsparcie dla mnie:).
Wyniki badań kitka są prawie normalne.
Specjalna karma w połączeniu z antybiotykiem dała radę obniżyć ph o cały punkt.
Póki co przez miesiąc Rudi będzie zajadał jeszcze specjalną karmę i znów pomyślimy o pozbyciu się klejnotów.
Cieszę się, że nie podaję już mu antybiotyku, mimo zapewnień lekarza uważam, że jednak źle się po nim czuł.
Chyba wiem lepiej? :)
Bardzo serdecznie Wam wszystkim dziękuję za dobre rady i trzymanie kciuków, naprawdę to duże wsparcie dla mnie:).
czwartek, 23 czerwca 2011
niedziela, 19 czerwca 2011
Jak podać kotku pastę?
Ręce opadają...
Podobno koty jedzą Uro-pet bez grymaszenia?
Wczoraj udało mi się podać go bezproblemowo.
Dziś rano Rudi odmówił współpracy w tym zakresie, nie zjadł z łyżki.
Dałam mu do kurczaka na śniadanie, nie zjadł dopóki nu nie dałam drugiej porcji.
Normalnie bym nie dała, ale musiał zjeść antybiotyk, który również miał w mięsku.
Spienił się przy próbie podania strzykawą.
Posmarowanie na łapce załatwiło mi sprzątanie połowy mieszkania po której "zraniony" kotek zaczął hasać strząsając jednocześnie łapką.
No, ja wysiadam....
Mam mu dawać dwa razy dziennie po pół łyżeczki.
Ale jak????
Podobno koty jedzą Uro-pet bez grymaszenia?
Wczoraj udało mi się podać go bezproblemowo.
Dziś rano Rudi odmówił współpracy w tym zakresie, nie zjadł z łyżki.
Dałam mu do kurczaka na śniadanie, nie zjadł dopóki nu nie dałam drugiej porcji.
Normalnie bym nie dała, ale musiał zjeść antybiotyk, który również miał w mięsku.
Spienił się przy próbie podania strzykawą.
Posmarowanie na łapce załatwiło mi sprzątanie połowy mieszkania po której "zraniony" kotek zaczął hasać strząsając jednocześnie łapką.
No, ja wysiadam....
Mam mu dawać dwa razy dziennie po pół łyżeczki.
Ale jak????
sobota, 18 czerwca 2011
Jest lepiej
Jednak miałam przeczucie żeby w wyznaczonym terminie odwołać kastrację.
Dziś było ponowne badanie moczu, do antybiotyku dwa razy dziennie doszła pasta Uropet, też dwa razy dziennie.
Ph jest wyższe niż było, co jak stwierdziła wetka jest niecodzienne w połączeniu z brakiem kryształów.
Ale to oczywiście dobrze, że nie ma kryształów.
Gdybym wtedy zabrała Rudiego na zabieg, byłoby duże prawdopodobieństwo, że problemy urologiczne urosłyby i stałyby się codzinnością.
Niech żyje moje tchórzostwo :)
Na razie musimy doprowadzić futrzaka do pełni zdrowia i dopiero umówić się na zabieg.
Póki co chyba zacznę ubierać w domu polar bo Rudi nie zaniechał łowów - wręcz je nasilił, moje kończyny górne wyglądają gorzej niż kiedykolwiek, całe poorane.
Może to ubranie w połączeniu z ostatnimi temperaturami odchudzi mnie trochę?
Taki efekt sauny :))
Rudi na chorego nie wyglada. Może więcej ochoty ma na mizianie, ale apetyt mu dopisuje i zachowuje się jak zawsze.
Rozgadał się za to niemiłosiernie :). Miałka jak nigdy wcześnie, czasem w trybie ciągłym, pewnie go rozpieściłąm zanadto i domaga się uwagi.
Dziś było ponowne badanie moczu, do antybiotyku dwa razy dziennie doszła pasta Uropet, też dwa razy dziennie.
Ph jest wyższe niż było, co jak stwierdziła wetka jest niecodzienne w połączeniu z brakiem kryształów.
Ale to oczywiście dobrze, że nie ma kryształów.
Gdybym wtedy zabrała Rudiego na zabieg, byłoby duże prawdopodobieństwo, że problemy urologiczne urosłyby i stałyby się codzinnością.
Niech żyje moje tchórzostwo :)
Na razie musimy doprowadzić futrzaka do pełni zdrowia i dopiero umówić się na zabieg.
Póki co chyba zacznę ubierać w domu polar bo Rudi nie zaniechał łowów - wręcz je nasilił, moje kończyny górne wyglądają gorzej niż kiedykolwiek, całe poorane.
Może to ubranie w połączeniu z ostatnimi temperaturami odchudzi mnie trochę?
Taki efekt sauny :))
Rudi na chorego nie wyglada. Może więcej ochoty ma na mizianie, ale apetyt mu dopisuje i zachowuje się jak zawsze.
Rozgadał się za to niemiłosiernie :). Miałka jak nigdy wcześnie, czasem w trybie ciągłym, pewnie go rozpieściłąm zanadto i domaga się uwagi.
Poszukiwany dom...
... dla cudownego beżowo-rudego dziewięciomiesięcznego kocurka i jego Pani.
Rudasek chcarakteryzuje się zmiennym humorem, odrastającymi natychmiast po obcięciu bardzo ostrymi pazurkami oraz takoż ostrym pelnym uzębieniem. Jego głód jest nieposkromiony, więc o każdej porze wdzięcznie towarzyszy w każdym posiłku. Towarzyszy także we wszystkich innych czynnościach domowych, czasem skutecznie niwelując wysiłki ludzi w doprowadzeniu mieszkania do stanu używalności.
Jego Pani vel posługaczka jest nierozłącznym towarzyszem, nie ma mowy o rozwiązaniu tego związku.
To dziestoparoletnia całkiem, całkiem szatynka wspaniale gotująca - zwłaszcza mięska, potrafi także piec, nawet drożdżowe śląskie placki, serniki i szarlotki. Posiadająca także talenty artystyczne, kochająca wszelkie futrzaste.
Dotychczasowy najemca grozi eksmitacją z powodu licznych ran cielesnych zadanych mu przez bestię i zniszczonego majątku własnego.
Rudasek chcarakteryzuje się zmiennym humorem, odrastającymi natychmiast po obcięciu bardzo ostrymi pazurkami oraz takoż ostrym pelnym uzębieniem. Jego głód jest nieposkromiony, więc o każdej porze wdzięcznie towarzyszy w każdym posiłku. Towarzyszy także we wszystkich innych czynnościach domowych, czasem skutecznie niwelując wysiłki ludzi w doprowadzeniu mieszkania do stanu używalności.
Jego Pani vel posługaczka jest nierozłącznym towarzyszem, nie ma mowy o rozwiązaniu tego związku.
To dziestoparoletnia całkiem, całkiem szatynka wspaniale gotująca - zwłaszcza mięska, potrafi także piec, nawet drożdżowe śląskie placki, serniki i szarlotki. Posiadająca także talenty artystyczne, kochająca wszelkie futrzaste.
Dotychczasowy najemca grozi eksmitacją z powodu licznych ran cielesnych zadanych mu przez bestię i zniszczonego majątku własnego.
piątek, 17 czerwca 2011
Kradzież
Przyniosłam wczoraj do domu 1,5 kg piersi z kurczaka. Część miała być na obiad więc po rozpakowaniu nie trafiły od razu do lodówy.
Oczywiście, że kot się zainteresował. Ale byłam przekonana, że potrójna warstwa wora chwilowo ochroni mięsko przed drapieżnikiem.
Rudi po rytuale miziania się do mięska zaatakował broniące je przed zjedzeniem worki.
Po dwóch nieudanych próbach wziął wór w zęby i chodu z nim pod kanapę.
Rudi waży 3 kg.
Ile może unieść jeśli uniósł zębami 1,5 kg????
Zdjęcie nie zostało wykonane z oczywistego powodu :).
Oczywiście, że kot się zainteresował. Ale byłam przekonana, że potrójna warstwa wora chwilowo ochroni mięsko przed drapieżnikiem.
Rudi po rytuale miziania się do mięska zaatakował broniące je przed zjedzeniem worki.
Po dwóch nieudanych próbach wziął wór w zęby i chodu z nim pod kanapę.
Rudi waży 3 kg.
Ile może unieść jeśli uniósł zębami 1,5 kg????
Zdjęcie nie zostało wykonane z oczywistego powodu :).
piątek, 10 czerwca 2011
Off topic, ale nie całkiem :)
Od wczoraj mam jedną z tych przepięknych toreb, sami zobaczcie :).
Jak tylko ją zobaczyłam to chciałam mieć, koniecznie tą z chodzącym kotkiem i taką mam!
Jest śliczna, taki Rudi słodki i zawsze przy mnie :).
Miałam okazję poznać autorkę Ewung, która jest dokładnie taka jak jej prace:), słoneczna, sympatyczna i serdeczna.
Strasznie się cieszę, że ją poznałam osobiście:))).
Wszystkim, zwłaszcza kociarzom polecam jej stronkę, chociażby do pooglądania, serce się cieszy jak ogląda się takie piękne rzeczy :).
Żeby nie było zupełnie nie na temat to Rudi czuje się dobrze, przynajmniej wygląda cudownie jak zwykle, chociaż wczorajsze wyjście do weta pozostawiło na mnie wiele tatuaży drapanych, jak on cierpi to ja też :).
Dzisiaj wieczorem rozpoczynamy drugi cykl podawania tabletek, wynegocjowałam inne ale dwa razy dziennie ;(, jak te odrzuci to już na pewno będzie codziennia walka z wyjściem na zastrzyk.
Jak tylko ją zobaczyłam to chciałam mieć, koniecznie tą z chodzącym kotkiem i taką mam!
Jest śliczna, taki Rudi słodki i zawsze przy mnie :).
Miałam okazję poznać autorkę Ewung, która jest dokładnie taka jak jej prace:), słoneczna, sympatyczna i serdeczna.
Strasznie się cieszę, że ją poznałam osobiście:))).
Wszystkim, zwłaszcza kociarzom polecam jej stronkę, chociażby do pooglądania, serce się cieszy jak ogląda się takie piękne rzeczy :).
Żeby nie było zupełnie nie na temat to Rudi czuje się dobrze, przynajmniej wygląda cudownie jak zwykle, chociaż wczorajsze wyjście do weta pozostawiło na mnie wiele tatuaży drapanych, jak on cierpi to ja też :).
Dzisiaj wieczorem rozpoczynamy drugi cykl podawania tabletek, wynegocjowałam inne ale dwa razy dziennie ;(, jak te odrzuci to już na pewno będzie codziennia walka z wyjściem na zastrzyk.
wtorek, 7 czerwca 2011
Po badaniu
Nabiał ocalony...
Do czasu wyleczenia.
Dziś wreszcie udało się nabrać "materiał" do badań.
Pan Doktor powiedział, że to nie kryształy i nie struvity - odetchnęłam z ulgą uff.. - ale młody sobie przeziębił conieco z okazji upałów, klimy i leżenia plackiem na kaflach.
Tak czułam, że to przez klimę, bez niej na poddaszu nie da się wytrzymać niestety.
Dwa tygodnie antybiotyku, Rudi dostał dziś akonto dwa zastrzyki, mam nadzieję, że uda mi się mu podawać tabletki, bo jak nie to klucie codzienne przez dwa tygodnie....
Pierwszy raz dziś zasyczał na mnie, przy drugim zastrzyku, już myślałam, że mnie capnie.
Ale odwracanie uwagi kota przez stukanie paluszkiem po czółku działa niezawodnie.
Po raz kolejny cieszę się, że mam tak dobrego weta blok obok.
Będzie dobrze :).
Do czasu wyleczenia.
Dziś wreszcie udało się nabrać "materiał" do badań.
Pan Doktor powiedział, że to nie kryształy i nie struvity - odetchnęłam z ulgą uff.. - ale młody sobie przeziębił conieco z okazji upałów, klimy i leżenia plackiem na kaflach.
Tak czułam, że to przez klimę, bez niej na poddaszu nie da się wytrzymać niestety.
Dwa tygodnie antybiotyku, Rudi dostał dziś akonto dwa zastrzyki, mam nadzieję, że uda mi się mu podawać tabletki, bo jak nie to klucie codzienne przez dwa tygodnie....
Pierwszy raz dziś zasyczał na mnie, przy drugim zastrzyku, już myślałam, że mnie capnie.
Ale odwracanie uwagi kota przez stukanie paluszkiem po czółku działa niezawodnie.
Po raz kolejny cieszę się, że mam tak dobrego weta blok obok.
Będzie dobrze :).
piątek, 3 czerwca 2011
Rozterki
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa........ Ratuuuuunku!!!
Naprawdę nie wiem.
Podjęłam decyzję przecież.
Umówiłam się dziś na 17tą na zabieg i co?
Od wczoraj się ciągle zastanawiam czy dobrze robię.
Może to jeszcze nie pora?
Ale ma już 8 m-cy.
Pół nocy nie spałam i myślałam.
Po prostu nie chcę mu zrobić krzywdy.
Nie chodzi o samo usunięcie klejnocików.
Ostatnio u weta spotkałam dziewczynę ze swoim ślicznym kocurkiem. Dwa miesiące po zabiegu zdiagnozowano mu kryształy w moczu.
W dodatku czytałam o takich przypadkach, że po kastracji kocurki zaczynały chorować urologicznie.
A ja nie chcę żeby cierpiał.
Rudi nie wychodzi, więc nie mam wizji że będzie latał za kotkami.
Z jego polowaniami na mnie nauczyłam sobie radzić, czasem przy pomocy Lubego :), ale jednak.
Póki co znaczenia terenu brak - no na to być może jeszcze czas.
No i jakoś po tych przemyśleniach naprawdę nie mam ochoty go prowadzić na zabieg....
Nie wiem co mam zrobić..........
Naprawdę nie wiem.
Podjęłam decyzję przecież.
Umówiłam się dziś na 17tą na zabieg i co?
Od wczoraj się ciągle zastanawiam czy dobrze robię.
Może to jeszcze nie pora?
Ale ma już 8 m-cy.
Pół nocy nie spałam i myślałam.
Po prostu nie chcę mu zrobić krzywdy.
Nie chodzi o samo usunięcie klejnocików.
Ostatnio u weta spotkałam dziewczynę ze swoim ślicznym kocurkiem. Dwa miesiące po zabiegu zdiagnozowano mu kryształy w moczu.
W dodatku czytałam o takich przypadkach, że po kastracji kocurki zaczynały chorować urologicznie.
A ja nie chcę żeby cierpiał.
Rudi nie wychodzi, więc nie mam wizji że będzie latał za kotkami.
Z jego polowaniami na mnie nauczyłam sobie radzić, czasem przy pomocy Lubego :), ale jednak.
Póki co znaczenia terenu brak - no na to być może jeszcze czas.
No i jakoś po tych przemyśleniach naprawdę nie mam ochoty go prowadzić na zabieg....
Nie wiem co mam zrobić..........
Subskrybuj:
Posty (Atom)








