Przyszła dziś paczuszka z zooplusa.
Przyszła Panem, i to przyszła na czwarte piętro.
A paczusia ważyła około 20 kg.
Pan już niemłody, zasapany paczusię wtargiwał dobre 5 minut więc Rudi - obrońca domu - musiał koniecznie wyjść na schody i sprawdzić kto się pęta.
Pan zobaczywszy małego rudego spytał:
- I on te dwadzieścia kilo zje????
Przesyłka zawierała głównie półroczny zapas żwirku :))))
czwartek, 3 listopada 2011
wtorek, 1 listopada 2011
Przyłapany...
Kotu nie wolno wchodzić na blat!
Kota nie wolno karmić na blacie!
Jak widać poniżej przy niektórych koty mogą wchodzić na blat i być karmione..
Ostatnio mało Rudiego na jego blogu, więc Aniu nadrabiam :)
Tu widać Rudiego z jego ukochaną zabawką zwędzoną Pani...
A tu zasnął po ciężki dniu z ową ukochaną..
Z obawy o pęcherz i wygodę Rudiego zamówiłam ostatnio legowisko na parapet.
Szczerze mówiąc szukałam wyjątkowo długo, bo chciałam żeby mu ciepło w dupkę było, wygodnie i miło.
Niestety wyboru zbytniego nie ma na rynku, legowiska to zwykle jakaś pianka lebiega o wysokości takiej, że jak Rudi dupkę by posadził to i tak siedziałby na parapecie.
I nagle trafiłam na Geronde.
Różne rozmiary, porządne wykonanie, dbałość o szczegóły dla kociej wygodny, wreszcie porządna grubość pianki.
Zakupiłam, pokorespondowałam przy okazji z niezwykle miłą Panią.
Okazało się, że firma ma kocią sporą brygadę testującą produkty i gwarantującą ich trwałość i wygodę.
Polecam serdecznie, wiedzą co produkują :).
Mają różne legowiska, na parapet , hamaki, i śpiworki.
Rudi podszedł z dystansem do nowości.
Dwa tygodnie siedział obok niej, leżał, nie chciał wejść.
Na nic tłumaczenia, że tam miło i fajnie.
Nie i koniec!
Ale jak już się przekonał to z podusi nie schodzi.
Leży sobie jak król :)
A ja ostatnio biegam i latam i nie mam czasu na nic.
Kilka postów zaleglych do napisania mam, ale nadgonię kiedyś :)
Pozdrawiam Was mocno i ciepło :)
Kota nie wolno karmić na blacie!
Jak widać poniżej przy niektórych koty mogą wchodzić na blat i być karmione..
Ostatnio mało Rudiego na jego blogu, więc Aniu nadrabiam :)
Tu widać Rudiego z jego ukochaną zabawką zwędzoną Pani...
A tu zasnął po ciężki dniu z ową ukochaną..
Z obawy o pęcherz i wygodę Rudiego zamówiłam ostatnio legowisko na parapet.
Szczerze mówiąc szukałam wyjątkowo długo, bo chciałam żeby mu ciepło w dupkę było, wygodnie i miło.
Niestety wyboru zbytniego nie ma na rynku, legowiska to zwykle jakaś pianka lebiega o wysokości takiej, że jak Rudi dupkę by posadził to i tak siedziałby na parapecie.
I nagle trafiłam na Geronde.
Różne rozmiary, porządne wykonanie, dbałość o szczegóły dla kociej wygodny, wreszcie porządna grubość pianki.
Zakupiłam, pokorespondowałam przy okazji z niezwykle miłą Panią.
Okazało się, że firma ma kocią sporą brygadę testującą produkty i gwarantującą ich trwałość i wygodę.
Polecam serdecznie, wiedzą co produkują :).
Mają różne legowiska, na parapet , hamaki, i śpiworki.
Rudi podszedł z dystansem do nowości.
Dwa tygodnie siedział obok niej, leżał, nie chciał wejść.
Na nic tłumaczenia, że tam miło i fajnie.
Nie i koniec!
Ale jak już się przekonał to z podusi nie schodzi.
Leży sobie jak król :)
A ja ostatnio biegam i latam i nie mam czasu na nic.
Kilka postów zaleglych do napisania mam, ale nadgonię kiedyś :)
Pozdrawiam Was mocno i ciepło :)
czwartek, 27 października 2011
Monstrum...
Rudi nie ogląda telewizora.
Zwykle go drapie i skacze na niego z rozpędem przez cały pokój.
Dziś jednak zafascynował go stwór.
Siedział tak, potem zaczął się na niego czaić i..
Potwór znikł :)
Zwykle go drapie i skacze na niego z rozpędem przez cały pokój.
Dziś jednak zafascynował go stwór.
Siedział tak, potem zaczął się na niego czaić i..
Potwór znikł :)
wtorek, 25 października 2011
To nie jest tak...
..że Rudi doszedł do siebie i na drugi dzień było świetnie.
Mam na myśli zabieg oczywiście.
Wet mnie zapewniał, że po kastracji kocurek jest samoobsługowy :), zapomniał, że mówi o Rudim.
Przez cztery godziny po odebraniu od weta był mocno skołowany.
Bardzo mocno.
Wtedy właśnie sobie wyrzucałam od rzeźników.
Odziu, wszystko ładnie i szybko się zagoiło, sprawdzałam naocznie :).
Następnego dnia zachowywał się jakby coś mu nadprodukowało hormony, latał, biegał.
Przestał mruczeć, przez kilka dni był dziwny.
Zrobił się jakiś przestraszony, jak wtedy kiedy do nas trafił.
Mam wrażenie, że wciąż dochodzi do siebie.
Na plus na razie muszę powiedzieć, że ślicznie się bawi.
Ostatnio zabawy go nudziły, a po bawi się jakby odmłodniał.
Właśnie kończy rok, więc odmłodnienie to hmm :).
Patrzę na niego i trochę go nie poznaję, chyba muszę się go nauczyć od nowa :).
Mam na myśli zabieg oczywiście.
Wet mnie zapewniał, że po kastracji kocurek jest samoobsługowy :), zapomniał, że mówi o Rudim.
Przez cztery godziny po odebraniu od weta był mocno skołowany.
Bardzo mocno.
Wtedy właśnie sobie wyrzucałam od rzeźników.
Odziu, wszystko ładnie i szybko się zagoiło, sprawdzałam naocznie :).
Następnego dnia zachowywał się jakby coś mu nadprodukowało hormony, latał, biegał.
Przestał mruczeć, przez kilka dni był dziwny.
Zrobił się jakiś przestraszony, jak wtedy kiedy do nas trafił.
Mam wrażenie, że wciąż dochodzi do siebie.
Na plus na razie muszę powiedzieć, że ślicznie się bawi.
Ostatnio zabawy go nudziły, a po bawi się jakby odmłodniał.
Właśnie kończy rok, więc odmłodnienie to hmm :).
Patrzę na niego i trochę go nie poznaję, chyba muszę się go nauczyć od nowa :).
czwartek, 20 października 2011
piątek, 7 października 2011
czwartek, 29 września 2011
Co generuje kota??
U mnie bezbłędnie:
- brita dostępna na blacie kuchennym z zawartością wody
- otwarcie puszki kukurydzy B
- otwarcie puszki tuńczyka (co ciekawe innych otwieranych puszek to nie dotyczy)
- otwarcie saszetki kota lub wyciągnięcie jej z lodówki
- generalnie otwarcie lodówki jak znajduje się w niej surowe mięso
- skierowanie się do kuchni
- surowe mięso
- pikanie pralki po zakończeniu prania (specyficzne bo kot wie, że pójdziemy na spacer do suszarni i energicznie loguje się pod drzwiami wyjściowymi zanim w ogóle zdążę na pikanie zareagować)
- reklamówka, torba na zakupy, pełna czy nie, zawsze dobrze w niej posiedzieć
- walizka :)
- otwarta szafka
- otwarte drzwi wyjściowe
- pudełko, u mnie w mniejszym stopniu niż reklamówka czy torba, ale także
- szczęknięcie zamka w drzwiach wyjściowych
- rośliny, być może też specyficzne dla mojego egzemplarza, muszę chronić roślinki w niedostępnych miejscach i jak już je podlewam lub ściągam do czyszczenia kot zaraz zaczyna okazywać im miłość, jak tylko dostanę jakieś cięte to nie mam życia ani ja ani roślinki, bo miłość go woła
- budzik, jak tylko zadzwoni to kot nie bawi się już w podchody jakie zaczyna przed czwartą rano tylko zaczyna się brutalne budzenie :)
A co u Was generuje kota?
Uzupełnicie listę?
niedziela, 11 września 2011
piątek, 9 września 2011
Kotecek mnie zblokował...
Mam sto pięćdziesiąt tysięcy rzeczy do zrobienia a on ulokował się na mnie i od godziny słodko śpi....
środa, 31 sierpnia 2011
Kocia własność
"co???? znowu kot siedzi w umywalce??" zawołał za mną Luby widząc jak biegnę spieniona pastą do zębów z łazienki do kuchni.
Po moim skinieniu głową Luby kontynuował:
"wiesz.... mam wrażenie, że to mieszkanie to jest kota, a ja je tylko spłacam, a on łaskawie pozwala nam tu mieszkać"
Po moim skinieniu głową Luby kontynuował:
"wiesz.... mam wrażenie, że to mieszkanie to jest kota, a ja je tylko spłacam, a on łaskawie pozwala nam tu mieszkać"
sobota, 27 sierpnia 2011
Sobotnie safari..
Od dziewięciu lat mieszkam we Wrocławiu i od tylu lat właśnie Luby obiecywał mnie tam zabrać.
W zeszłym roku już, już byliśmy pod zoo, ale przestraszyła nas ogromna kolejka do kas.
Dziś się udało, Luby zrobił mi niespodziewajkę i pod pretekstem udania się na obiad porwał mnie do zoo.
Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio w zoo byłam naście lat temu jestem bardzo mocno zaskoczona na plus.
Zdjęcie powyższych kotków robiłam nie zza krat, tylko ze środka wozu terenowego :).
W zeszłym roku już, już byliśmy pod zoo, ale przestraszyła nas ogromna kolejka do kas.
Dziś się udało, Luby zrobił mi niespodziewajkę i pod pretekstem udania się na obiad porwał mnie do zoo.
Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio w zoo byłam naście lat temu jestem bardzo mocno zaskoczona na plus.
Zdjęcie powyższych kotków robiłam nie zza krat, tylko ze środka wozu terenowego :).
wtorek, 16 sierpnia 2011
One Lovely Blog Award :)
Ku naszej ogromnej radości zostaliśmy wyróżnieni przez Amyszkę i Książęcą Mość Bazyla :).
Bardzo serdecznie dziękujemy i cieszymy się podwójnie :)))).
Bardzo serdecznie dziękujemy i cieszymy się podwójnie :)))).
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Taki model..
"O... Cały miesiąc się nie widzieliśmy" - to dzisiejsze słowa weta do mnie i mojego futrzastego.
Słowem, znów jest chory.
Siedząc na kanapie, zajadając pyszne, wyselekcjonowane mięska i rybki zdołał złapać siarczysty katar.
Jak??!! No pytam: jak??
Słowem, znów jest chory.
Siedząc na kanapie, zajadając pyszne, wyselekcjonowane mięska i rybki zdołał złapać siarczysty katar.
Jak??!! No pytam: jak??
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
...... i bum!
Czasami wystarczy tylko, że otworzę swój warsztat biżuteryjny i kotecek skradnie kawałek skóry i personel nie może się już opędzić od kotka.
Bo kotek chce się bawić rzemykiem.
Ale nie sam...
O nie..
Personel musi ożywić rzemyk a kotecek musi za nim biegać, aż opadnie z sił :)
A jak personel na chwilę przestanie, to koteczek próbuje łapką ożywić zabawkę.. A ona nic..
Bo kotek chce się bawić rzemykiem.
Ale nie sam...
O nie..
Personel musi ożywić rzemyk a kotecek musi za nim biegać, aż opadnie z sił :)
A jak personel na chwilę przestanie, to koteczek próbuje łapką ożywić zabawkę.. A ona nic..
piątek, 29 lipca 2011
sobota, 23 lipca 2011
piątek, 15 lipca 2011
Plan na dziś..
Wzięłam sobie dziś urlop, żeby pozałatwiać to i owo.
Taki był plan :).
No i nic z niego nie wyszło, bo leżę z kotkiem na kanapie, czytam i błogo mi....
Plany są po to żeby je zmieniać..
A koty są po to żeby uspakajać człowieka chrapliwym - w przypadku niektórych osobników - traktorkiem :)
Taki był plan :).
No i nic z niego nie wyszło, bo leżę z kotkiem na kanapie, czytam i błogo mi....
Plany są po to żeby je zmieniać..
A koty są po to żeby uspakajać człowieka chrapliwym - w przypadku niektórych osobników - traktorkiem :)
czwartek, 14 lipca 2011
Tęsknota dobra rzecz???
Znowu musiałam opuścić domowe pielesze i oddalić się delegacyjnie w Polskę.
Rudi zgodnie z relacjami Lubego szukał mnie wszędzie, miałkał jak dzwoniłam wniebogłosy.
A co zrobił jak wróciłam?
Wpier wpakował mi się w ramiona i bardzo głośno domagał uwagi, oczywiście został wymiziany.
Jak tylko ułożyłam się na kanapie radośnie rzucił się ciąć moje ramionka.
A potem równie radośnie zasnął na mojej stopie :))
I jak nie kochać urwisa?
Rudi zgodnie z relacjami Lubego szukał mnie wszędzie, miałkał jak dzwoniłam wniebogłosy.
A co zrobił jak wróciłam?
Wpier wpakował mi się w ramiona i bardzo głośno domagał uwagi, oczywiście został wymiziany.
Jak tylko ułożyłam się na kanapie radośnie rzucił się ciąć moje ramionka.
A potem równie radośnie zasnął na mojej stopie :))
I jak nie kochać urwisa?
poniedziałek, 11 lipca 2011
środa, 6 lipca 2011
Rudy terrorysta
Zaczyna się około 3.30 w nocy.
Rudi chce się bawić, bawi się głośno, albo chce bawić się ze mną.
Wskakuje do łóżka z zabawką, wpierw siada obok mnie i patrzy wyczekująco.
Potem miałka.
Sen mam mocny, więc często nie reaguję.
Potem już jest gorzej.
Wkurzony koteczek szuka mojego ramienia żeby się wtopić w nie zębiskami.
Śpię otulona jak mumia, często jedynie głowa wystaje, więc atakuje zębami moją głowe.
I to nie na żarty, czy delikatnie zaczepnie.
To normalny atak wbijający zęby w moją głowę.
Spycham go z łóżka, a on niezrażony ponawia ataki skacząc z podłogi prosto na moją twarz.
Boję się spać.
W ciągu dnia ataki zdarzają się w różnych sytuacjach, jak się z nim bawię, jak robię coś, jak odpoczywam, nie znam miejsca ani godziny.
Przy tym wszystkim poza atakami jest miziasty, ale często jak się bardzo łasi to mogę być pewna, że atak zaraz nastąpi.
Często atak następuje z przyczyn podobnych jak odrzucone zaproszenie do zabawy w nocy.
Nie dostanie czegoś, zabieram go ze spaceru po suszarni - reakcja jest natychmiastowa, szczękościsk na mojej ręce, ramieniu - to najczęściej.
Do końca miesiąca nie mogę go wykastrować.
Nie wiadomo czy kastracja sprawę załatwi także.
Ja się najnormalniej boje o twarz, a o oczy najbardziej.
Dużo nie trzeba żeby w tych szalonych atakach coś mi zrobił.
Całe nogi, ręce, ramiona i przedramiona mam w naprawdę krwych, miejscmi sinych objawach jego przywiązania.
Nie są to też pojedyńcze ataki, jeden natępuje po drugim.
Kupiłam atomizer Feliway z kocimi feromonami, podobno uspakajają.
Ale podejrzewam, że przesyłka dojdzie za tydzień.
Niestety nie ma opcji odgrodzenia się w nocy od koteczka. Nie ma też możliwości zignorowania ataku.
Co więcej, Lubego atakuje sporadycznie, w nocy tylko mnie.
Czy ktoś ma pomysł jak go uspokoić???
Help...
BTW: Oddam nową pastę Uro-pet, tuba prawie cała. Nie mam złudzeń, że Rudi kiedykolwiek będzie chciał ją zjeść.
Rudi chce się bawić, bawi się głośno, albo chce bawić się ze mną.
Wskakuje do łóżka z zabawką, wpierw siada obok mnie i patrzy wyczekująco.
Potem miałka.
Sen mam mocny, więc często nie reaguję.
Potem już jest gorzej.
Wkurzony koteczek szuka mojego ramienia żeby się wtopić w nie zębiskami.
Śpię otulona jak mumia, często jedynie głowa wystaje, więc atakuje zębami moją głowe.
I to nie na żarty, czy delikatnie zaczepnie.
To normalny atak wbijający zęby w moją głowę.
Spycham go z łóżka, a on niezrażony ponawia ataki skacząc z podłogi prosto na moją twarz.
Boję się spać.
W ciągu dnia ataki zdarzają się w różnych sytuacjach, jak się z nim bawię, jak robię coś, jak odpoczywam, nie znam miejsca ani godziny.
Przy tym wszystkim poza atakami jest miziasty, ale często jak się bardzo łasi to mogę być pewna, że atak zaraz nastąpi.
Często atak następuje z przyczyn podobnych jak odrzucone zaproszenie do zabawy w nocy.
Nie dostanie czegoś, zabieram go ze spaceru po suszarni - reakcja jest natychmiastowa, szczękościsk na mojej ręce, ramieniu - to najczęściej.
Do końca miesiąca nie mogę go wykastrować.
Nie wiadomo czy kastracja sprawę załatwi także.
Ja się najnormalniej boje o twarz, a o oczy najbardziej.
Dużo nie trzeba żeby w tych szalonych atakach coś mi zrobił.
Całe nogi, ręce, ramiona i przedramiona mam w naprawdę krwych, miejscmi sinych objawach jego przywiązania.
Nie są to też pojedyńcze ataki, jeden natępuje po drugim.
Kupiłam atomizer Feliway z kocimi feromonami, podobno uspakajają.
Ale podejrzewam, że przesyłka dojdzie za tydzień.
Niestety nie ma opcji odgrodzenia się w nocy od koteczka. Nie ma też możliwości zignorowania ataku.
Co więcej, Lubego atakuje sporadycznie, w nocy tylko mnie.
Czy ktoś ma pomysł jak go uspokoić???
Help...
BTW: Oddam nową pastę Uro-pet, tuba prawie cała. Nie mam złudzeń, że Rudi kiedykolwiek będzie chciał ją zjeść.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













